Zmarł kapelmistrz drawskiej orkiestry. Pozostawił po sobie ogromną pustkę

Zmarł kapelmistrz drawskiej orkiestry. Pozostawił po sobie ogromną pustkę

Dziś o poranku do wielu mieszkańców Drawska Pomorskiego dotarła smutna wiadomość. Zmarł kapelmistrz młodzieżowej orkiestry dętej „Viva Battuta” działającej przy Szkole Podstawowej nr 1 w Drawsku Pomorskim. Kapelmistrz od wielu dni przebywał w jednym ze szpitali na Pomorzu Zachodnim. Prawdopodobnie przyczyną jego śmierci był koronawirus.

Kapelmistrz pozostawił po sobie wielką pustkę nie tylko dla rodziny, ale również dla lokalnej społeczności. Od wielu lat był motorem napędowym drawskiej orkiestry dętej. Wychował wielu wspaniałych muzyków, zaszczepiał pasję muzyczną w uczniach i wciąż szukał nowych talentów.

Jednym z ostatnich koncertów pod przewodnictwem dyrygenta był koncert na dziedzińcu drawskiej szkoły podstawowej, który odbył się 10 września i dedykowany był uczniom i zaproszonym gościom.

Zmarł kapelmistrz drawskiej orkiestry. Pozostawił po sobie ogromną pustkę

Przypominamy jeden z wywiadów jaki zrealizowany został z Tomaszem Stawickim

– Młodzieżowa Orkiestra Dęta w Drawsku Pomorskim obchodziła 15-lecie istnienia. Pamięta Pan, jak to się zaczęło?
– Pracowałem w Szkole Podstawowej nr 2 w Złocieńcu, miałem też indywidualne lekcje muzyki z dziećmi. W szkole był niewielki chór. Pamiętam, że była tam fajna atmosfera. Dyrektorką szkoły była wowczas Zofia Uryn. Tylko codzienne dojazdy z Drawska do Złocieńca były dosyć męczące. Dlatego, gdy otrzymałem propozycję pracy w Szkole Podstawowej w Draw-sku Pomorskim, przyjąłem ją. W Drawsku dyrektorem szkoły został Zbigniew Ptak, obecny burmistrz. Już podczas pierwszej rady pedagogicznej Zbigniew Ptak poklepał mnie po ramieniu i powiedział: „Zrobimy orkiestrę”. Inni nauczyciele przyjęli ten pomysł z niedowierzaniem. To była jesień 1999 roku.

– Otrzymał Pan misję utworzenia orkiestry. Podejrzewam, że to nie było proste zadanie.
– Największym problemem był brak instrumentów. Na początku pomógł nam Dom Kultury, który dysponował kilkoma instrumentami po nieistniejącej już orkiestrze. Pod koniec roku mieliśmy pięć starych instrumentów i pięć osób, które chciały nauczyć się na nich grać. Wzięliśmy się ostro do pracy. W międzyczasie udało się dokupić kilka instrumentów w różnych warsztatach zajmujących się rzemiosłem. To nie były nowe instrumenty, ale dało się na nich grać.

– Kiedy odbył się pierwszy koncert orkiestry?
– Dokładnie nie pamiętam, ale wydaje mi się, że pierwszy raz zagraliśmy na akademii z okazji 55. rocznicy zdobycia Drawska w 1945 r. To było w marcu 2000 r. Pamiętam za to drugi nasz koncert, na zakończenie roku szkolnego. Był na nim ówczesny burmistrz Zbigniew Jakomulski, który po koncercie zadeklarował, że przekaże 10 tys. zł na zakup instrumentów.

– Dotrzymał słowa?
– Tak. Kupiliśmy wówczas dwa nowe saksofony, na których młodzież gra do dzisiaj. To dobre instrumenty. Podczas prób uczę młodzieży nie tylko gry na instrumentach, ale również szacunku do nich. W kolejnych latach instrumentów przybywało. Gdy burmistrzem został Zbigniew Ptak, pomysłodawca utworzenia Młodzieżowej Orkiestry Dętej, orkiestra rozrosła się i dokonano kolejnych zakupów instrumentów.

– Jak w tej chwili prezentuje się skład osobowy orkiestry?
– W zespole gra 30 osób. Są wśród nich uczniowie Szkoły Podstawowej, Gimnazjum, uczniowie szkół średnich i studenci. Wszyscy oni zaczynali naukę tutaj, w Szkole Podstawowej im. mjr. Henryka Sucharskiego. Oprócz 30 członków orkiestry jest około 15 osób ćwiczących na instrumentach. A w ciągu 15 lat od momentu powstania, w zespole grało ponad 100 muzyków.

– Na jakich instrumentach gracie?
– Jest to typowa orkiestra dęta składająca się z trąbek, puzonów, tenorów, altów i barytonów. Mamy sakshorny i saksofony, tuby, waltornię, flety, klarnety, gitarę basową i instrumenty perkusyjne.

– Chyba niełatwo zapanować nad tak dużą grupą?
– Prowadzenie orkiestry rzeczywiście nie jest łatwe. Wiele orkiestr rozpada się po kilku latach wspólnego grania. Przyczyny bywają różne, ale na pewno dużo zależy od kapelmistrza. Sama nauka gry to za mało. Trzeba być również psychologiem i wychowawcą. Gra w orkiestrze nie jest prosta i musi minąć trochę czasu, zanim uczniowie opanują grę na poszczególnych instrumentach. Orkiestra młodzieżowa to z definicji taka orkiestra, w której 75 proc. członków to są osoby poniżej 25. roku życia. W naszej orkiestrze najstarszy z muzyków ma 25 lat, a najmłodszy 10.

– Proszę powiedzieć kilka słów o waszym repertuarze.
– Oprócz utworów typowo orkiestrowych – marszów i marszów koncertowych, hymnów i utworów okolicznościowych, gramy kolędy i pieśni religijne, a także standardy amerykańskie. W repertuarze mamy kilkadziesiąt utworów. Podczas 45 min. koncertów wykonujemy najczęściej około 15 utworów.

– Jak wygląda codzienna praca zespołu?
– Spotykamy się na próbach dwa razy w tygodniu. Albo wspólnie – cały zespół, albo w poszczególnych sekcjach. Żeby osiągnąć zamierzone efekty, trzeba cały czas ćwiczyć. To musi być wspólna, systematyczna praca wszystkich muzyków. Oprócz tego prowadzę zajęcia indywidualne.

Wywiad z Tomaszem Stawickim został z zrealizowany przez redakcję Głosu Koszalińskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *